Dzisiaj w programie TVP1 ”Kawa czy herbata” Pani Hanna Bakuła wypowiadała się na temat butów właśnie. Że odzwierciedlają status społeczny, że pokazują stan konta właściciela, a nawet jego osobowość. Bo jak to się wyraziła P.Bakuła ktoś kto wkłada kolorowe buty musi być nieźle popieprzony, a (tu cytuję dosłownie) „młotek ubiera byle co". Szkoda, że nie mogłam krzyknąć P.Bakule w twarz co mają zrobić te osoby, które są zmuszone chodzić w męskich butach tak jak ja, bo mam nr stopy 45. Ciekawe co o mnie by powiedziała. Że może powinnam pojechać do Londynu i Paryża i tam sobie kupić odpowiednie buty. Pani Hanna była bardzo pewna tego co mówiła, choć we mnie wrzało z każdym jej słowem coraz bardziej. Powiedziała jeszcze, że fryzura, zegarek i buty mówią najwięcej o człowieku. A co z tymi ludźmi, którzy nie noszą zegarków, czy tak jak inni są zepchnięci na margines społeczny. Bo co, bo nie noszą zegarków, albo lubią kolorowe buty. Ja twierdzę, że celebrytom w naszym kraju to już się w głowie popieprzyło.
I tak zepchnięta na społeczny margines krzyczeć mi się chce, że to dyskryminacja i to jawna. Uważam, że nikt nie ma prawa mówić mi co mam ubierać, w czym chodzić, bo to ja mam się w tym czuć dobrze.
Tym którzy chcieliby zobaczyć wypowiedzi Pani Bakuły to polecam tą stronę.
http://www.tvp.pl/styl-zycia/magazyny-sniadaniowe/kawa-czy-herbata/wideo/co-buty-mowia-o-czlowieku/6198648
Każdej zimy, gdy nadchodziły święta czekałam na śnieg za oknem. Przecież to normalne, że kiedy zima to powinno być biało. A tu znów anomalie pogodowe i zamiast zimy mamy temperaturę jak na wiosnę. Ogrodnicy się martwią, bo rośliny zaczęły wegetację i wypuszczają pączki. Jeśli przyjdzie mróz, to zetnie te delikatne pączki i znów nie będzie owoców.
A co do białych świąt to pamiętam pewien amerykański film, w którym to Bing Crosby grał na fortepianie śpiewając "Im dreaming of a white Christmas". Zauroczył mnie ten fragment gdzie wygrywa jedną gamę fajką na dzwoneczkach na choince. Nie mogę zapomnieć tej piosenki, którą chyba wszyscy śpiewali począwszy od Luisa Amstronga po Braci Cugowskich.
Tak sobie myślę, że nie długo to mój blog zamieni się w kulinarny. Tyle smaków zwłaszcza przed świętami sobie przypominam, że ślinka leci. Właśnie gotuję kapustkę kiszoną, by połączyć ją z grzybami. Ale dwa dni temu pierwszy raz zrobiłam paszteciki. Hmm ktoś by mógł powiedzieć, że żaden to wyczyn ale dla mnie to naprawdę coś, bo robiłam je pierwszy raz.
Oczywiście przepis znalazłam w necie, ale go troszkę zmodyfikowałam.
Z każdej zupy po ugotowaniu odkładałam mięsko z kurczaka do woreczka i mroziłam. A potem wyciągnęłam to mięsko, rozmroziłam i zmieliłam, dodałam ze złoconą czerwoną cebulkę i cały pęczek pietruszki, przyprawiłam i zawinęłam to najpierw rozwałkowanym ciastem francuskim. Jak wyczytałam ciasto francuskie zwinięte ciasno w rulon najlepiej kroić nitką, zawiązując nić na supełek, tak jakbyśmy wiązali sznurówki. Ale ja chciałam być mądrzejsza i najpierw próbowałam kroić ciasto nożem. Nie bardzo mi to wychodziło i nawet moczenie noża nic nie pomagało ino musiałam sięgnąć po nić. Ciasto można kroić na grubsze lub cieńsze kawałki jak kto woli. Ja kroiłam na takie 1,5 cm kawałeczki. Potem układałam te krążki na pergaminie na blasze, smarowałam rozkłóconym jajkiem i piekłam 20-25 minut do zrumienienia. Wyszły wyśmienite, choć jak na prawdziwe paszteciki nie zwierały wątróbki. A jutro spróbuję takim samym sposobem zrobić paszteciki z kapustą i grzybami. Ciekawa jestem czy mi wyjdzie i czy nie będzie się rozpadać.
A oto moje paszteciki
Czasami tak jak dziś miałam na coś ochotę, a tu lodówka świeci pustkami. Jeszcze nie mam zrobionych zakupów na święta. A i w zamrażalniku tylko zamrożone grzyby no i ostatnio robione krokiety z mięsem. Ale czasami mam ochotę coś zjeść zupełnie innego. Zajrzałam do lodówki a tam tylko masło, jajka, serek wiejski....czyli nie wiele. Ale i z tego można coś zrobić.
Jak mawiała moja śp. mama "jak masz jajka, mleko, mąkę, ziemniaki to głodna nie będziesz...". Moja mama potrafiła wyczarować coś z niczego. Kiedyś niespodziewanie przyjechali do nas kuzyni. Mojej mamy nie było chyba z 15 minut a po chwili przyniosła całą stertę pachnących placków ziemniaczanych. A do tego śmietana i był poczęstunek, a moi kuzyni zajadali aż miło.
Kiedy ponownie zajrzałam do lodówki nadal w nim widziałam tylko serek wiejski, który kupiłam całe pół kilo, ale nie bardzo mi smakował, był jakiś taki wodnisty. A że nie lubię wyrzucać jedzenia pomyślałam, że zapytam "dobrego Wujka Google", a może mi coś podpowie. I znalazłam....racuszki z serka wiejskiego.
A oto przepis:
* jedno jajko
* 1/4 szklanka cukru (ja dodałam 2 łyżki i starczyło)
* 3/4 szklanki mąki
* 1 serek wiejski około 300 gramów
Do miski wbiłam jajko, dodałam cukier i widelcem ubijałam. Mam blendera i mikser ale szybko ubiło mi się widelcem. Do tego dodajemy serek (całą zawartość) i wszystko mieszamy, a potem dodajemy po malutku mąkę. Dodać w zależności ile mamy serka. Smażyć na rozgrzanym oleju, po usmażeniu odsączamy na ręczniku papierowym.
Ja zjadłam je z powidłami śliwkowymi, które lekko kwaskowe pasowały mi do słodkich racuszków. Były pyszne :)
sobota, 28 stycznia 2012
Licznik odwiedzin: 42 800

| « styczeń » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||

Jestem jaka jestem. Trochę szalona i zwariowana. Romantyczka i marzycielka. Czasami czuję się jak 20-latka, czasami jak 80-letnia babcia, zależy od nastroju.
Sama się zastanawiam, poco piszę ten blog, chyba z potrzeby serca... Założyłam blog 12.11.2006 roku to już 4 lata. Jak to zleciało...
szukasz czegoś? wpisz tu...
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: