Gdy przyszłam do pracy, to jakoś tak cichawo było, znaczy się normalnie. Każdy robił co do niego należało. Protokołu pokontrolnego nie zastałam na biurku a i szef wcale nie dzwonił. Znaczy się nie tak źle (chyba). Uporządkowałam dokumenty tak jak trzeba. Poukładałam segregatory, zrobiłam płatności i jakoś tak dziwnie mi czas się skończył. Znaczy trza się do domciu zbierać. Po drodze do znajomego musiałam wstąpić na pocztę, bo zaś awizo dostałam. Okazało się, że to kalendarz z GM w roli głównej (naaaajgłówniejszej) i odebrałam, uśmiech od ucha do ucha, bom się naczekała na niego, ale najważniejsze, że już mam. Format duży, ale co, trza do tramwaju a potem do autobusu taskać to ze sobą. Nie chciało mi się już do domu iść i z domu na zad do znajomego. Kiedy dotarłam do niego, było trochę przed czasem, ale okazało się, że już był. Pogadaliśmy i poszłam do domciu. A wczoraj zaszalałam i sobie na poprawę nastroju hiacynta fundnęłam. Taki fioletowy, podwójny i cudnie pachnie. Więc mam trochę wiosny zimą. Bardzo miły Pan w kwiaciarni mnie poznał i zapytał się o fiołka, którego kupiłam przyjaciółce. Pamiętał mnie, to miłe. On ma tam bardzo ciekawe pamiątki. Już sobie upatrzyłam takiego łaniołecka, co śliczny jest i se go kupię po wypłacie, jeśli jeszcze będzie.
A w piątek za tydzień wyjeżdżam do Lwówka Śląskiego. Kiedy była u mnie kuzynka, to wciąż powtarzała, że wujostwo bardzo na mnie czekają. A i ja chcę się z nimi zobaczyć, póki jeszcze żyją. Tak więc dwa dni urlopu wzięłam i o dziwo szef się zgodził. I nie mogę się doczekać wyjazdu i tylko myślę, coby tu im kupić, coby mieli na pamiątkę. No może coś wykombinuję. A jak nic nie wymyślę, to kwiatki kupię i już:)
Wczoraj brat zadzwonił i zapytał się czy byłam u mamy. Wczoraj właśnie były imieniny Agnieszki( jakby ktoś nie wiedział), a tak właśnie miała moja mama na imię i co roku w jej imieniny chodziłam na cmentarz, a w tym niestety nie. Powiedziałam bratu, że tam śnieg po pachy i że nie wiem, czy bym znicz zapaliła, bo tam tyle tego śniegu. Zgodził się ze mną, że innym razem pójdę. W tą niedzielę też chyba sensu nie ma, bo śnieg nie stopniał, a nade złego ślizgawica jest łokrutna. A jutro nosa z pod koca nie wyściubię, gorącą herbatką z cytrynką będę się raczyć, filmy wszystkie oglądnę, bo mam zaległości i na poprawę samopoczucia babeczki czekoladowe se zaaplikuję. Miłego weekendu:)
komentarze (3) | dodaj komentarz