Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Zaraz...

czwartek, 19 listopada 2009 19:35

Ostatnie dwa dni mam wyjęte z życiorysu. Nie wiem dlaczego, czy to po zmianie antybiotyku dostałam boleści żołądkowo-jelitowych, czy może to jakaś inna choroba mnie wzięła. Dziś już jest lepiej, ale wczoraj już zastanawiałam się czy nie dzwonić po pogotowie, tak bardzo mnie bolało. Całą noc miałam z głowy, dopiero wczoraj jakoś ją przespałam. Ale ciągle mam dyskomfort, bo żołądek nie pracuje jak trzeba. Najważniejsze, że już tak nie boli. Wczoraj posiłkowałam się ketonalem, bo po prostu nie wytrzymywałam. Pomogła też nospa. Na razie odstawiłam antybiotyk. Nie wiem co będzie dalej, mam nadzieję, że się w końcu wykuruję do końca. Abym tylko grypy jakiejś nie dostała a już zupełnie AH1N1. Boję się pomyśleć, czy przetrzymałabym to chorubsko, skoro tyle osób już umarło. Zastanawiam się też, czy nie kupić maseczek, by móc ustrzec się jednak jakoś przed tą "zarazą". Właśnie oglądam fakty na TVN i mówią, że w Stanach jest zakaz podawania dłoni, bo ponoć się przenosi. Hmm sama nie wiem co o tym myśleć. I naprawdę nie ździwię się jak zobaczę kogoś w maseczce. Słyszałam przed chwilą jak jakaś poseł mówiła by w autobusach wstrzymywać powietrze jak ktoś kicha. Ja co prawda powietrza nie wstrzymuję, ale uciekam przed osobami, które kichają. A słyszałam jeszcze taką opinię, że to wszystko jest w powietrzu, te kropelki i można łatwo się tak zarazić. No i "bądź mądry i pisz wiersze", jak tu się ustrzec tej choroby. Trzeba by się zamknąć na 7 spustów w domu, nie wychodzić, nie kontaktować się. Taaaa tylko to nie realne, bo trzeba coś jeść a i pracować trzeba. Ja w każdym razie jutro jadę do pracy i chyba kupie sobie te maseczki. Tak mi się teraz przypomniało co mój brat mówił na pewne stwierdzenie osób, którym się jakoś nie śpieszy. Mówią wtedy "zaraz". A mój brat na to, że "zaraz to taka wielka bakteria". Hihi coś w tym jest. Więc trzymajmy się ciepło...

komentarze (2) | dodaj komentarz

Powrót do domu...

niedziela, 15 listopada 2009 17:16

Wróciłam wczoraj. Kilka dni wcześniej rezerwowałam busa z Połczyna do Białogardu. Niestety było tylko 3 chętnych, a mniej jak 6 osób nie zabierają. Więc podwieźli mnie do dworca autobusowego w Połczynie. O 8,35 miałam autobus do Białogardu. A stamtąd miałam pociąg do Wrocławia. Bałam się, że w pociągu będzie tłok, i nie wiadomo czy będę miała siedzące miejsce, bo jechał z Kołobrzegu do Krakowa. Ale był luz. W przedziale siedziało tylko małżeństwo, więc ja zapakowałam się na siedzenia po przeciwnej stronie. Ściągnęłam buty i wyciągnęłam nogi. Oparta o okno, z wyciągniętymi nogami przejechałam całą drogę. Pani z naprzeciwka uczyniła to samo, naśladując mnie. Czekało mnie 7 godzin jazdy pociągiem. Dojechałam, bez żadnych problemów. Jedynie przy wyjściu z pociągu okazało się, że wysiedliśmy nie na peron, a na łącznik. Trzeba było ponownie wejść do pociągu i wysiąść drugą stroną. Przy wsiadaniu i wysiadaniu pomagał mi młody mężczyzna, któremu jestem wdzięczna za okazałą pomoc. Moja walizka swoje ważyła, więc było co dźwigać. Przyjechałam niestety chora. W środę byłam u lekarki na wizytę kontrolną i dostałam antybiotyk. Ponad półtora tygodnia jestem już przeziębiona i Pani Doktor odrzekła, że za długo. Mam katar, kaszel i gardło mnie boli. W nocy miałam gorączkę. Dobrze, że postawiłam sobie butelkę wody mineralnej pod ręką, bo prawie całą wypiłam, tak było mi gorąco. Moje znajome z sanatorium też są chore, tak jak ja, a nawet gorzej, bo mają zapalenie oskrzeli. Mam zwolnienie do wtorku. Jutro idę do pracy, by zrobić zusy i to co najważniejsze. We wtorek mam nadzieję dostać się do lekarza. Co będzie dalej nie wiem. Zobaczymy...

 

komentarze (3) | dodaj komentarz

Pozdrowienia z Połczyna Zdroju...

środa, 04 listopada 2009 9:41

Właśnie siedzę w kafejce i kopiuje zdjęcia z aparatu na mój pendrive. Dobrze, że wzięłam go ze sobą, bo przydał się. W piątek byłyśmy na koncercie Jacka Szyłkowskiego. Śpiewał stare piosenki jeszcze z lat 50-tych. Fajnie się wybawiłyśmy. A od niedzieli jestem chora. Gardło, kaszel, katar. Kuruje się, łykam proszki. Byłam nawet u lekarza, żeby mnie zbadał. Akurat było badanie kontrolne. Jak na razie gorączki nie mam. Biorę syrop na kaszel i mam nadzieję, że mi niedługo przejdzie. Nie chodzę na basen, bo tam bywa zimna woda. To właśnie na basenie się załatwiłam. Wzięłam prysznic, a nie pozwolono nam jeszcze wejść do wody i gotowe. Czułam, że mnie przewiało wtedy. Dlatego teraz na żadne mokre zabiegi nie chodzę, tylko na suche. Muszę powiedzieć, że mam codziennie "kije" czyli Nordic Walking. I bardzo dobrze się po nich czuję, a do tego mam masaże, więc jest ok. Dużo chodzimy na spacery, po parku zdrojowym. Ten park jest podzielony na dwie części - francuską i angielską. Wczoraj pokazałyśmy koleżance z innego pokoju gdzie chodzimy z "kijami". Była zachwycona. Tyle tam mostków, kładek i strumyków. To była właśnie angielska część parku. Jest tu prześlicznie. Trzeba by tu przyjechać latem, albo wiosną. Ponoć widoki niezapomniane. Ale i jesienne widoki są przepiękne. Popatrzcie sami.



komentarze (3) | dodaj komentarz

 1234  »

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 21 listopada 2009

Licznik odwiedzin: 28485

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Przeminęło z wiatrem...

Księga Gości - klawiatura nie gryzie

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 13.11.2009 11:12:55
  • autor: Markita
  • treść: Tak apropo Klepsydry...

Dla mnie najważniejsi...

Policzono...

Odwiedziny: 28485
Wpisy
  • liczba: 251
  • komentarze: 699
Galerie
  • liczba zdjęć: 60
  • komentarze: 10
Księga gości: 20
Bloog istnieje od: 1104 dni

Kto szuka nie błądzi...

szukasz czegoś? wpisz tu...

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: