Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Chcę być kochaną....

piątek, 05 lutego 2010 19:56
Od połowy stycznia uderza w nas to angloamerykańskie święto zwane "Walentynkami". Uderza w nas samotnych z radia, prasy, telewizji, witryn sklepów. Uderza z tak wielką siłą, że ja poczułam się nikim. Zdałam sobie też z jeszcze jednej rzeczy, że mimo, że co roku wysyłam wszystkim walentynkowe kartki, ja od nikogo nie dostaję. Więc w tym roku mówię PAS!!!
Wracałam dzisiaj z zabiegów i siedząc w autobusie zauważyłam, że wcale mnie do tego domu nie ciągnie. Przecież nikt na mnie nie czeka, nikt za mną nie tęskni. Od powrotu ze Lwówka jestem jakaś taka rozbita i nic mnie nie cieszy. Nawet to, że załatwiłam sprawę mieszkania do końca. Nawet kupione wczoraj różowe hiacynty nie poprawiły mi nastroju. Mam tego wszystkiego dosyć. Dosyć użerania się w pojedynkę z życiem. Próbowałam być szczęśliwą, szukałam we wszystkim co mnie otaczało radości i szczęścia. Mówiłam sobie, mam pracę, dom jestem szczęśliwa, ale tak naprawdę nie jestem. Widziałam słońce między ołowianymi chmurami i mówiłam jak pięknie, jestem szczęśliwa. Gdzie to się podziało. Znowu coś mi uciekło, coś straciłam. Zagubiłam swoją radość z życia. A może to ta zima tak na mnie działa. Nic już mi się nie chce, mam wszystkiego dość. Tak bardzo mam dość bycia samą...

komentarze (7) | dodaj komentarz

Lwówek news...

niedziela, 31 stycznia 2010 12:08
Jestem właśnie  u mojej Cioci i Wujka we Lwówku Śląskim. Jutro już wracam do domu. Przyjechałam w czwartek. Ciocia mi mówi, żebym została dłużej, ale wie, że muszę wracać do pracy. Codziennie z kuzynką chodzimy na spacery. Wczoraj była ładna pogoda, tylko wiatr trochę dawał się we znaki. Mi tam zimno nie było, ale widziałam, że kuzynka zmarzła. Obeszłyśmy kawałek, przeszłyśmy się przez park, który jest w pobliżu. Trochę komórką zrobiłam zdjęć okolic, niestety nie wzięłam kabelka, więc zdjęcia wkleję, jak przyjadę do domu. Szybko mi zleciał ten przedłużony weekend. Kuzynka się śmiała, że przy mnie Ciocia zrobiła dużo na drutach, bo zobowiązała się zrobić swetr wnuczce. A wiadomo, co innego robić małemu dziecku, a co innego dorosłej osobie. Ale  to prawda, że Ciocia trochę podgoniła z robotą. Ot i tak mi czas  mija. Nawet nie chce mi się wracać do domu, tak mi tu dobrze...

komentarze (4) | dodaj komentarz

Spokojnie jak na wojnie...

piątek, 22 stycznia 2010 17:59
Gdy przyszłam do pracy, to jakoś tak cichawo było, znaczy się normalnie. Każdy robił co do niego należało. Protokołu pokontrolnego nie zastałam na biurku a i szef wcale nie dzwonił. Znaczy się nie tak źle (chyba). Uporządkowałam dokumenty tak jak trzeba. Poukładałam segregatory, zrobiłam płatności i jakoś tak dziwnie mi czas się skończył. Znaczy trza się do domciu zbierać. Po drodze do znajomego musiałam wstąpić na pocztę, bo zaś awizo dostałam. Okazało się, że to kalendarz z GM w roli głównej (naaaajgłówniejszej) i odebrałam, uśmiech od ucha do ucha, bom się naczekała na niego, ale najważniejsze, że już mam. Format duży, ale co, trza do tramwaju a potem do autobusu  taskać to ze sobą. Nie chciało mi się już do domu iść i z domu na zad do znajomego. Kiedy dotarłam do niego, było trochę przed czasem, ale okazało się, że już był. Pogadaliśmy i poszłam do domciu.  A wczoraj zaszalałam i sobie na poprawę nastroju hiacynta fundnęłam. Taki fioletowy, podwójny i cudnie pachnie. Więc mam trochę wiosny zimą. Bardzo miły Pan w kwiaciarni mnie poznał i zapytał się o fiołka, którego kupiłam przyjaciółce. Pamiętał mnie, to miłe. On ma tam bardzo ciekawe pamiątki. Już sobie upatrzyłam takiego łaniołecka, co śliczny jest i se go kupię po wypłacie, jeśli jeszcze będzie.

A w piątek za tydzień wyjeżdżam do Lwówka Śląskiego. Kiedy była u mnie kuzynka, to wciąż powtarzała, że wujostwo bardzo na mnie czekają. A  i ja chcę się z nimi zobaczyć, póki jeszcze żyją. Tak więc dwa dni urlopu wzięłam i o dziwo szef się zgodził. I nie mogę się doczekać wyjazdu i tylko myślę, coby tu im kupić, coby mieli na pamiątkę. No może coś wykombinuję. A jak nic nie wymyślę, to kwiatki kupię i już:)

Wczoraj brat zadzwonił i zapytał się czy byłam u mamy. Wczoraj właśnie były imieniny Agnieszki( jakby ktoś nie wiedział), a tak właśnie miała moja mama na imię i co roku w jej imieniny chodziłam na cmentarz, a w tym niestety nie. Powiedziałam bratu, że tam śnieg po pachy i że nie wiem, czy bym znicz zapaliła, bo tam tyle tego śniegu. Zgodził się ze mną, że innym razem pójdę. W tą niedzielę też chyba sensu nie ma, bo śnieg nie stopniał, a nade złego ślizgawica jest łokrutna.  A jutro nosa z pod koca nie wyściubię, gorącą herbatką z cytrynką będę się raczyć, filmy wszystkie oglądnę, bo mam zaległości i na poprawę samopoczucia babeczki czekoladowe se zaaplikuję. Miłego weekendu:)

komentarze (3) | dodaj komentarz

Un dos stress..

czwartek, 21 stycznia 2010 15:32
Wczoraj byłam u immunologa na kontrolę. Miałam być w listopadzie, ale wypadło mi to sanatorium i niestety następny wolny termin był na wczoraj. Siedząc w poczekalni dowiedziałam się, że do mojego lekarza przyjeżdżają już z całej polski. Pani siedząca koło mnie opowiadała jak to nawet z Trójmiasta do niego przyjeżdżają. Więc już jest znany nie tylko na Dolny Śląsk i Śląsk ale także na cały kraj. Dostałam od Pana Dr. skierowanie na tomograf komputerowy klatki piersiowej i szyi. No i dodatkowo pobranie krwi na badania. Będąc jeszcze w przychodni odebrałam telefon od mojego szefa, że PIP jest u nas i jutro przyjdą na kontrolę. Wracając zaszłam do firmy i wzięłam cały segregator z aktami osobowymi, żeby przejrzeć, czy wszystko jest tak jak potrzeba. Staram się prowadzić akta rzetelnie, ale wolałam jeszcze je przejrzeć. Ale stres swoje zrobił, głowa mnie tak bolała, że myślałam, że mi ją rozerwie. Kiedy dotarłam do domu, pierwsze co, to się przebrałam i położyłam się spać na godzinkę. Jak wstałam było lepiej, głowa już tak nie bolała. Tak, u mnie jest problem z adrenaliną, ja jej nie mam w swoim organizmie i dlatego nie wolno mi się denerwować. Ale jak tu się nie denerwować, jak ma się stresującą pracę. W każdym razie wieczorem czułam się już lepiej i zabrałam się do przeglądania akt. Powpisywałam tylko ostatnie aneksy i spakowałam segregator. Trudno, co będzie to będzie. Jak to mówiła Scarlet O'Hara "martwić będę się jutro". Tą zasadę wpoiła mi moja przyjaciółka i miała rację. Zgrzytać zębami i rwać włosów z głowy nie zamierzam. Skończyły się te czasy, gdy rozpaczałam jak było coś nie tak, teraz to na spokojnie przyjmuję. Staram się nie denerwować, ale oczywiście tak zupełnie to się nie da. Moje koleżanki z pierwszego zakładu pracy zawsze mi mówiły "ty to w ogóle nie masz nerwów". Niestety życie mi dało takiego kopniaka, że teraz mam nerwy takie, że czasami samej siebie nie poznaję. A we wtorek byłam u mojej przyjaciółki, bo wysyłałam jej kiedyś zdjęcia i bardzo skutecznie zapchałam jej skrzynkę mailową. Usunęła wiadomość, natomiast nie bardzo mogła usunąć z usuniętych. Poszłam zaradzić tej sytuacji, bo niemożebnie jej się cały system wieszał, jak próbowała ją usunąć. Po drodze kupiłam jej ślicznego szklanego słonika z czerwonym serduszkiem na trąbie i fiołki takie liliowe. Zachwyciły ją prezenty, a słonika postawiła w zegarze, gdzie na szklanych półeczkach stoją takie cudeńka. Jest zwłaszcza jeden uroczy kryształowy jamniczek wyglądający jak szpileczka. Istne cacko. W zamian dostałam od niej do domu, kawałek pysznego sernika na zimno. A z problemem się uporałam. Najpierw mi się system zawiesił, ale go przeczekałam i usunęłam. Odetchnęłam z ulgą, bo kłopot to był dla niej. A swoje zdjęcia zgrałam jej na płytkę. 

W sprawie tego tomografu obdzwoniłam wszystkie szpitale i dowiedziałam się jakie są terminy. Otóż najkrótszy termin miał szpital na Grabiszyńskiej. Inne miały termin na koniec marca, początek kwietnia a na Borowskiej dopiero na czerwiec. Podleciałam po pracy do szpitala i jakimś cudem dostałam termin na 26 stycznia. Cieszę się, bo wynik może mi być przydatny, bo następnego dnia staję na Komisji ds Orzekania o Niepełnosprawności. Tym razem staram się o II grupę. Czas pokaże co będzie.

komentarze (4) | dodaj komentarz

 12345678  »

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 30476

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Księga Gości - klawiatura nie gryzie

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 09.12.2009 18:55:37
  • autor: pmc_art
  • treść: Pozdrawiam...świetne...

Policzono...

Odwiedziny: 30476
Wpisy
  • liczba: 270
  • komentarze: 779
Galerie
  • liczba zdjęć: 60
  • komentarze: 10
Księga gości: 21
Bloog istnieje od: 1185 dni

Kto szuka nie błądzi...

szukasz czegoś? wpisz tu...

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: