Notatki z życia Rinki

Spotkanie...

Od czasu do czasu spotykam się z A. Lubię te nasze spotkania. Ostatnio to ja spontanicznie zaprosiłam ją do parku na spacer. Było piękne wiosenne słońce i ptaki trajlowały. Żal nie pochodzić po parku. Wracając od szewca i krawcowej wsiadłam w autobus 144 i pomyślałam, że mogłabym podjechać pod Park Skowroni i tam sobie pospacerować. Pomyślałam wtedy o A. Co robi? Czy będzie chciała mi towarzyszyć? Zadzwoniłam ale nie odbierała, więc napisałam smsa. Po jakiejś chwili oddzwoniła. Przed naszym spotkaniem miała załatwić kilka spraw, więc poczekałam już w parku. Było ciepło, wręcz gorąco od wiosennego słoneczka. Przeszłam się po parku, potem posiedziałam na ławeczce i słyszę telefon. Dzwoniła A. mówiąc, że zaraz będzie. Przyśpieszyłam kroku i spotkałyśmy się. Powiedziała, że ostatnio jest wycofana towarzysko i gdyby nie mój telefon to pewnie by siedziała w domu. 

 

Ja też lubię siedzieć w domu, ale czasami lubię też pochodzić w słońcu. Potem A zabrała mnie na herbatkę i tak rozmawiając nadszedł wieczór. Na koniec jeszcze A zrobiła kolację, więc nie byłam głodna i jak dotarłam do domu to zrobiłam sobie tylko herbatę. 

 

Lubię rozmawiać z A, bo wiele razy tłumaczy mi pewne sprawy i pokazuje, że mam spokój i najważniejsze dach nad głową. Naświetla mi pewne aspekty i uroki mojego życia w pojedynkę. Oczywiście nie jest to życie ani łatwe ani proste, ale najważniejsze, że potrafię stanąć na wysokości i załatwić najważniejsze potrzeby.

 

Ostatnio byłam z siebie dumna, choć ramiona i plecy bolały. Otóż dostałam telefon od N, że są w sklepie szafki łazienkowe. Zobaczyłam w gazetce i stwierdziłam, że kupię. W dzień, w którym były pomyślałam, co mam wziąć by taką pakę zabrać i jak ja ją przytacham do domu.

 

Kiedy podeszłam pod sklep był jeszcze zamknięty. Po chwili otworzyli. Obeszłam sklep i stwierdziłam, że szafek nie ma. Zapytałam ekspedientki i powiedziała, że są przed kasami. Wyszłam za kasę, chciałam tą paczkę wstawić na wózek zakupowy, na kółkach ale okazało się, że nie mam siły by to podnieść. Pomogły mi miłe sprzedawczynie. Jedna podniosła pakę i postawiła na moim wózku, który się rozkraczył i stale odjeżdżał sam z tego ciężaru. Jedna ze sprzedawczyń przytrzymała pakunek a ja mogłam go obwiązać i zapłacić.

 

Teraz już zostało wywieźć tą pakę 180 cm wysokości a ważyło chyba z 50 kg. Jechałam czyli przytrzymywałam jedną ręką rączkę wózka a drugą trzymałam pakunek, bo chybotał mi się na boki. Co chwilę robiłam przerwy, bo ciężar był duży a moje plecy coraz bardziej mnie bolały. Kiedy dotarłam do bramy zobaczyłam schody. Mieszkam na parterze, wysokim parterze i niestety są schody. Poczekałam myśląc, że może ktoś będzie schodził albo wchodził i mi pomorze. Niestety przez dłuższą chwilę nikogo nie było. Postanowiłam zaryzykować i po schodku wciągałam tą wielką pakę. Kiedy dotarłam do domu i ustawiłam pakę w odpowiedniej pozycji, by mi się nie przewróciła poszłam umyć ręce. Moje ręce drżały cały czas i nie mogłam tego zniwelować. Chyba z tydzień bolały mnie ramiona i plecy.

Ale dałam radę...sama....bez proszenia się. 

 

Kiedy opowiedziałam N moje zmagania z tą szafką powiedziała, że chyba zwariowałam. Nie miałam innego wyjścia, ja nie mam nikogo, kto by mi pomógł. 

 

A tym czasem czekam na MAJ!